Nieświadomi

Walczyłam mieczem zlepek miłości, przyjazni 

Dumnie kroczyłam z nim przez pola pustki

Z podniesioną głową, pewnym krokiem 

Wierząc, że nic mi nie grozi

Brutalne ciosy w smutki, złość, nienawiść 

Padły na ziemie błagając o litość 

Ręka mi sie zawahała gdy wspomniały, że bez nich nic by nie powstało 

Miecz mój przepełniony lekarstwem okazał się być jednak zatruty

Wszystko co miało przezwyciężyć zło stało sie jeszcze większym utrapieniem

Pułapka w którą wpadłam nie ma ucieczki 

Zatruta zostałam ja i cały świat 

Wszystko gnije i umiera 

Wszyscy zamknięci w labiryncie nadziei, chcemy znaleźć wyjście 

Biegniemy za nim ze swoimi zatrutymi szpadami

Potykając się o szczęście i upadając na własny miecz

Ktory przebija nam serca i umysły 

Czytaj wiersz
  184 odsłon
 0 komentarze
184 odsłon
0 komentarze