Piszę wiersze. Moim marzeniem jest wydać swój własny tomik.

Urodzonym

życie to wyżej, i ciągle brało
wiecznie ostentacyjnie, w korki w pożerki
 
życie to chamidło w picie
nie doznaje trupa
oh życie!
 
ideologia w pantoflarzach
zatrważa betoniarza
 
a łańcuch sypie się z wredna
oh okna z ciekna
 
Dodam Ci uśmiech ulotnie
Gdy wrócę podmoknie
 
udam się w lekarza
całkiem otwarty na winę stragarza
 
ale jam widział rzeczy
nic nie do rzeczy
wlazł i puścił się jak suknie
 
aż pąki witały w Bielunie, co Bundeslidze
 
Trzy tysięcy razy sto
po co.
w nico..
 
mama mi ciągle powtarzała
idzie dziś kara, zabrała
i Kraina cała zadrżała zdębiała
Urodziła, to i Ratowała
 
Dawid „Dejf” Motyka
Czytaj wiersz
  24 odsłon
  0 komentarze
24 odsłon
0 komentarze

Napełnij w mej zrzutce, z wszystkich savoir-vivre

Kłuje mnie w siedmiu miejscach,
spuchło ciało, poparzonym,
Nawet szyja i czoło, i tu. Serce,
mnie bolało

Rozdarli morze, rozdarli właz, !
po coś tu wlazł okrutnie
Wszystko co moje zdeptali
co mogli, to pusty czas, olali,

I jeden Boże, uklękli się w Nas o las
By poznać ciało, od wieków wielu skaz

Moim Ty Jesteś Domem, wiekuiście świeżym
,bo zwietrznie, wypełnij po brzegi
Dopełnij mlecznie

I niech nastanie nowy w Swój Lepszy Świat
Kochać, znaczy Dać,
Wytrwać - ubłagać,
Poczekać, wyprosić się w Nas wiele Łask,
I teraz, stanie się: na wieczny stan

Proszę, te słowa będą tu teraz w Sercu,
Po wszystkie dni.

Przez te wszystkie dni i noce i wieczory, późne pory,
gdy jam szedł się kłaść, zło tu witało właź.

Dawid „Dejf” Motyka
Czytaj wiersz
  25 odsłon
  0 komentarze
25 odsłon
0 komentarze

styku sta - łamacz dwa

oblani chodnikiem obolałem, pokątnych się w was całując
- trzy łyki
w nich Serce czerstwo wołałem, litania zapodanych kajdanek
w ochlanych z bramek
i niosą, - roślinę przyniosłem, wisząco co wskrzeszająco zarośnie w parzyście chrabąszczem
w rodzinie przyjmie
winnicy po stole trzech bez reszty, a w kulę kłuję lujem z bólem
podlewających mniemanym schorzeniem z pejzażu miast,
dla płodu
tych wszystkich połysków, łaskotek z łychotek tak wiele, że aż;
truje
przez opuszczone mosty, wędruje w trumnie rakiet durnych kim sam przeforsuje nim ublokuje
zbłądzone dusze w Gągolę z Olkuszem przebywszy długą drogę dotrwać koniecznie służąc im w róże
odczuwam te wszystkie omamy z Grójcem, w kopalni Wuja zwiercanym z wrzeniem
te wszystkie głuche i brzydkie ponure szczęce; dziecięce
i z zwietrzę z tchórzem zwiędniałe obolałym błędem w kury
jęzorem Allana, jak namaczana burą bułę, na dnie wisiała Allana piorunem
 
Dawid „Dejf” Motyka
Czytaj wiersz
  19 odsłon
  0 komentarze
19 odsłon
0 komentarze

ste kata. I łby i ta

Opera rydwanowa poczęstunkowa usiadła na fotelach by liczyć słowa
Eldorado im głowa wraca od nowa, do rąk pochowa
kogel mogel i francy w rowie, coś im chodziło
Dalmateńczykom uznaje się najwykwintniejsze piosenki
somatycznie w dźwięki i czyste szczęki
a D’Artagnan chałupy Welcom tu powiadam oskubani
Paladyn paradą ścieczy
zwierzak co często chowa
Konwulsje aborygenów upadlają, upadkiem
na krosfajderów uciekających z wiązadłem styków pustych wkładają
elementarnie dźwignie obopólnym karambolem
Donkiszot w kiszki zapadnie się ulem
hole i "i"
 
Dawid „Dejf” Motyka
Czytaj wiersz
  29 odsłon
  0 komentarze
29 odsłon
0 komentarze

wielu cwelów

kunszt bohatera, o fakultet zboczął
terminologia inżyniera, właściwym
za kresy wydaniem, upoję się dziś
całkowiciem pojął, kim chcę być
 
szogunie, twe tulipanem, obwinianiem
mamonie zgraniem
ciepławo się śpiewa? oh i,
czuj czuwaj, i zwiewaj
 
posąg co pociągł całe energie
ustawić się mógł jedynie na baczność Zabrze w zebrze
sarkastyczny gwóźdź sfalsyfikowany o róźdź
doglądamy
 
twe błahe spojrzenie
 
swój, bo Za brony odda się w mleku śniem
 
Dawid „Dejf” Motyka
Czytaj wiersz
  29 odsłon
  0 komentarze
29 odsłon
0 komentarze