Piszę wiersze. Moim marzeniem jest wydać swój własny tomik.

Moja

kim marzył by sobie przepyszny ptaszyna

podnosi się główka niczyja to fartuszku

czy mógł się zlitować co powie z wianuszka

czterolistna puszka

czy sosna jest długa jak rzeczka

zaprowadź swoje z kozak

błądzi się chwytając z orzeszka

w chwili

 

Dawid "Dejf" Motyka

Czytaj wiersz
  48 odsłon
  0 komentarze
48 odsłon
0 komentarze

Z pod termoforem

Ciężko oddycha

Ciężko topi się krew spod tlenu powściągliwości cieniem spowija smutek łzy co dudni jak bicie Serca spod morza

które jednym tchnieniem wydobędzie same wspomnienia

smutek morza smutek

Oddycha, lecz widzi mniej detali

spoglądając w stronę w oddali

widząc co potrzeba szukać

czy to moja córa?

Nie to księżniczka, która przyszła cię uratować

na swoim płomieniu z rumem zapomnieniu

Sercem szuka

dotykiem wzrusza

podnosi poduszkę mowa duża

usłucha?

czy słyszy ten lot

 

Dawid „Dejf” Motyka

Czytaj wiersz
  61 odsłon
  0 komentarze
61 odsłon
0 komentarze

u szczytów lat

 

Z każdym stawianym krokiem, szukając ciebie nazajutrz okiem, tak teraz pod strzechą z oddechem, i ptaka śpiewem, werwy obłokiem, szukam u Matki siebie, spełnienia moich wszystkich lat, barw odkrywanych namiętnym natchnieniem, bo jesteś mym czystym westchnieniem Tatr i Mórz wejrzeniem, na cały letni czas, i z wiosny obudzeniem stokrotki - tym co zerwie twoje mienie - ten jeszcze jeden raz, by z trawy kwiatkiem się stać, bez buta i pończoszek na boso zgrać, i trwając na czworaka, próbuje znów unieść co budzi do zmysłów młodego mężczyznę, dawnego chłopaka, i leżę - Króluje i szlocham wspomnieniem - cuduje, i ciebie Kocham, cały wielbię, lecz czegoś nie w pokarm, to jest gdy nasz ten las wariuje, i nagle staje się krach, gdy sedno buduję, a czapki bez gruszek nie widzę, bo jestem na jawie

a Ty tam

Z każdym okrzykiem od wewnętrznych burz wywołuję, Twym wycałowanym policzkiem od końca podkochuję, do ust kąta i kącików docierając, wyszeptanych zbereźnych uwolnień do ucha u kotka z Mą Mamą, a tam zmiotka, to mówi zarys Nas - co wiesz, w którym utworze jest Twój blask, przestając być dźwiękiem, a zaczynając grać wierszem poety, na ten jeden jedyny bal, spotkanych marzeń, zwieranych, co kocha się całym sobą jeden jedyny czas, i trwałym co zabiorę do siebie na zapas, i zasieję na ziemię, a później tym niebem po ślicznym uśmiechu namaluję, co pragnie w mym dzbanu ku wzruszenie, by ciągle kosztować się i dalej Kochać wiecznym zbłądzeniem, od sopranu i w barytonie, do czasu schodzenia gdzie basu brzmienie, zatrzymuje się ten jeden zegar, co bije, i przestaje mierzyć Bach, lecz rośnie dumnie jak młode drzewo, gdzie las

i jest mi żal

Z każdym nowym dotykiem fizycznych abstrakcji łykiem, zaczynam odbierać - mi sensu nadane znaczki dla koperty co śliny nie ma i wody, bo susza dla ochłody, i listu staranie, bo pióra nie utrzyma w ręku ma cierpkość, a Twój realizm nadzieniem i płaszczem był sennym natchnieniem w mej minie, na czas, to z tobą na rękach się kręcę w tym polu gdzie sad i wiszą jabłonie dostojnie, zbierałaś je i prosto z drzew jedzone, co świeci wonnie - jesteś - spłodzone

I teraz za każdym razem, gdy szukam Cię w mojej pogodzie, zabiera mi rok grad - bo jestem znów w głodzie, bez smaku zjadając co mam, pusty list i mak

ciągle obumierając tu pisz i pisz

i pisz pośród bzów i Dusz, szukam otulenia barw płatków wszystkich kolorów róż, i sprawdzam gwiazd namiastkę pozostałą żywych jak Cały Twój Świat - namalowanych w mych wszystkich snach, co trzymał pędzel, i kto pisał piórem, i był z Królem, i jeszcze z atramentem, jak młody motyl ten pierwszy raz pofrunie - do Dziecka płaczu z deszczem w podzięce glebie, by obrodziła i czeka, bo ryczy las, od nieudanych ciast, to skaczesz tu i tam jak konik polny, którego masz - bo jest wolnym

Ten pejzaż miast, co w nocy znów zgasł, tli się w mej dłoni

I jeszcze raz, na omacka o Świecie zasypanych przebiśniegów w płatkach, mieniąc się puchem od zorz polarnych Jeleniom, rzuconych sianem pejzaży, i o zachodzie zamyślonym schodzę - bo nie wiem gdzie, gdzie jestem i marzy - spokojnie, a kominek zgasł, bo nie było komu grzać, zamykam się i kocem Jelenie
i szukam niewygodnie jak pająk kąta do zbudowania własnego kącika, zamiast dłoni na pocieszenie, którym się staje, zjadając szczaw w podzięce za ukojenie i Was

i widzę jeszcze, jak ptak co frunie i pielęgnuje małe pisklę, choć nic nie oddaje i nic nie buduje, ma Matkę w podzięce Zwyciężając idzie w siłę - zbuduje mienie

i zakładając czapeczkę to ja,
który jest i mnie nie ma
jestem jak zając
w klatce zjadając - marchewkę
niczego się nie da więcej
choć mam tyle traw
i mak na łące w zieleni, szukając w fiołkach poruszeń
zaczynając ponownie siać i później zbierać
by dać
słuchając muzyki z oddali, którą przyniósł znów - uszczypliwy wiatr
z mojej fali
jak z za dawnych lat

Dawid „Dejf” Motyka

Czytaj wiersz
  63 odsłon
  0 komentarze
63 odsłon
0 komentarze

Pomór

Płomienne kamienie w ustach mięli

wesołe witraże o grób dopięli

od dawna do dziś góry zsuwają

Bezbronną nić tułaczki się stają

Swój Świat oddalił się im powrotnym

Następstwo miasta budowy pomsty

Niewola się głośno lamentem zakrada

Zatrważa o krzyż faulem wieczna narada

 

kara

 

kara dziewicy chłopaka

 

Dawid "Dejf" Motyka

Czytaj wiersz
  31 odsłon
  0 komentarze
31 odsłon
0 komentarze

w sednie mocium panie

stróż co siedzi w piedestale gwizd

smażalni pomidorem parkany najeżdża z facebooka

kamienne brzegi rozerwanych garniturem

przebrzmiałe telefony zasypanych kwieciem

lichtarzy dokropionych papierowym obrusikiem

dzikich naznaczeń sierpu waleniem w koce

żyrant suszony zamiatanym młotem

rośli ciuchci bez nawozu i stół

wręcz co ciągniki wraca w buli

biały liść gdzie lity różaniec

 

Dawid "Dejf" Motyka

Czytaj wiersz
  33 odsłon
  0 komentarze
33 odsłon
0 komentarze