W stronę Słońca

 

wychodzę na zawsze

ze strefy mroku

bo byłem takim

jak mnie nauczono

smutny romantyzm

ma mało uroku

zamykam bez żalu

epokę minioną

 

wolę blask słońca

i pogodne nastroje

lubię rozmowy

zamiast milczenia

wybacz

to życie jest tylko moje

niech się w szczęśliwsze zmienia

 

odrzucam regułę

złudnej wzajemności

jeśli mam czegoś nadmiar

to z tobą się podzielę

depresja jest jedną

z cech samotności

sprawdzam

którzy ze znajomych

to przyjaciele

 

 

Oskar Wizard

 

 

 

List w zaświaty

Kochany Dziadku

 

piszę ten list z nadzieją

że gdziekolwiek jesteś

to w mocy niepojętej

dotrze on do ciebie

a może już go czytasz

zanim rodzące się myśli

dłoń przeniesie na papier

 

odszedłeś z tego świata

szybko i niespodzianie

kiedy byłem zbyt młody

aby rozumieć do końca

rzeczy tak ogromnie ważne

jak Ojczyzna i patriotyzm

 

pamiętam jednak doskonale

wspólnie spędzane wakacje

twoje niezwykłe poczucie humoru

i twoją poznańską gwarę

którą nie zawsze rozumiałem

 

tak wiele lat już przeminęło

a ja ten list piszę w setną rocznicę

odzyskania przez Polskę niepodległości

i choć dla ciebie teraz czas nie istnieje

to byłeś w tamtych wydarzeniach

powstańcem - bohaterem

 

dziękuję - Dziadku

bo gdy miałeś zaledwie

osiemnaście lat

to chwyciłeś za broń

i stanąłeś do walki

o naszą niepodległość

za to jestem z ciebie

tak bardzo

             bardzo

                      dumny

 

z wdzięcznością - twój wnuk

 

 

Autor: Don Adalberto

Dziedzictwo

to ogromne dziedzictwo

świata materii i ducha

pomnażane przez wieki

myślą twórczą

talentem

i trudem pracy

w wierze jest zakorzenione

 

to bezcenne dziedzictwo

okupione cierpieniem

hartem ducha

i przelaną krwią

polskich bohaterów

jest zaszczytnym obowiązkiem

lecz także wielkim wyzwaniem

dla nas i przyszłych pokoleń

 

 

Autor: Don Adalberto

Dwie Ojczyzny

dziękuję Ci - Ojcze

Stwórco nieba i ziemi

że w łaskawości swojej

dałeś mi dwie Ojczyzny

tę ziemską - doczesną

którą nad wszystko szanuję

i całym moim sercem

kocham szczerze

i tę niebiańską - wieczną

do której ciągle zmierzam

i za którą tęsknię

choć jeszcze jej nie znam

lecz całą moją duszą

głęboko w nią wierzę

 

 

Autor: Don Adalberto

Effatha

możesz patrzeć

ale nie dostrzec

 

możesz słuchać

ale nie usłyszeć

 

możesz dotykać

ale nie poczuć

 

możesz mówić

ale bez zrozumienia

 

przede wszystkim

musisz się otworzyć

 

 

Autor: Don Adalberto

Genesis

czerpię moc ze Słowa

jak ze źródła życia

 

          od dawna z Nim wędruję

          po tułaczych drogach

 

Słowu powierzam

świadectwa czynów

 

          opatruję Nim rany

          zadane przez słowa

 

Ono roznieca we mnie

ufność i nadzieję

 

          do Słowa powracam

          wyszedłszy ze Słowa

 

 

Autor: Don Adalberto

Monolog

Cukrową watę rzuciłem w kąt

Uciec chciałem daleko stąd

Lecz mój kompan to mój błąd

Porwał mnie On w depresji prąd

Zastanawiam się gdzie jestem,

możliwości jak życia między śmiercią, a chrzestem

Spadam w dół, jakbym był deszczem

Bo wciąż nie wiem, lub wiedzieć nie chcę

Więc proszę daj mi tę odpowiedź

Tak szczerą jakby to była spowiedź

Bo ja do mety chcę móc pobiec

I memu nieszczęściu zapobiec

 

Jak mam definiować szczęście?

Wczoraj widziałem je wszędzie

Nie musiałem zadawać pytań

A dziś bez oczu o definicji czytam...

 

Zabijam uczucia w sobie

Ale po co ja to robię

Skoro myśli mam przy Tobie

I słychać je w każdym moim słowie?

Powiedz, czy gdy podbiję każdy ląd

A na podwórku od zera wyrośnie dąb

Czy wtedy pozbędę się tych klątw

Które o moim sercu napalone śnią?

Dlaczego mam wchodzić w celibat,

i cierpieć przez kolejne kilka lat?

Skoro tak naprawdę już nic nie ma

To tylko ja, moja głowa i marzenia

 

Mogłem nigdy nie odrzucać tej waty

I nie wychodzić poza statyw

Nie otwierać się na Twoje światy

A dziś nie patrzeć na to co piękne sprzed laty

 

...

Czuję straszne zagubienie

To przecież nie jest już więzienie

To jakby przez małe przeziębienie

Wpuścić w siebie zakażenie

Kradnące życia uwielbienie

Proszę więc o odnalezienie

Albo z tej choroby wyleczenie

Niech zostanie po mnie więcej niż westchnienie...

 

Jak mam definiować szczęście,

skoro brakuje mi sensu mojego życiorysu?

Czy ten stan to może przejście

do krainy pojednania i kompromisu?

U bram wieczności

kiedy życie się przeleje

w jednej chwili

jak wodospad

i skinieniem palca

wezwiesz mnie do siebie

niech mi niczego

nie będzie szkoda

bo ja przecież nie jestem

z tego świata

 

wezmę ze sobą

tylko kilka wierszy

zamiast fotografii

z pielgrzymki po ziemi

choć jestem przekonany

że jeszcze wspanialsze rzeczy

tam dla nas przygotowałeś

a ja będę je mógł chwytać

w wersety anielsko - doskonałe

 

 

Autor: Don Adalberto

Nie chcę być Bohaterem!

 

nie chcę być bohaterem

żaden ze mnie Herkules

wystarczy mi sławy tyle

ile pomieszczą

kiedyś

zachwycone spojrzenia wnuków

nie chcę być

znawcą poezji

żaden ze mnie Słowacki

wystarczy mi umowne miejsce

między Lechoniem a Waligórskim

w wirtualnej przestrzeni

nie chcę być Don Juanem

żaden ze mnie Tulipan

do pełni szczęścia

wystarczy mi twoje uczucie

bo jest prawdziwe

 

Oskar Wizard

 

 

 

cierń

zapachniała róża
pocałunkiem
oddechem przyśpieszonym

we wspomnieniach
droga do gwiazd
i bliskość

dotykałeś serca
bez kolca
choć cierń
tam tkwił

bez słów
odszedłeś
drogą którą
dobrze znałam

Oczy Dziecka

Gdy nadszedł czas by przejrzeć na oczy
Zrozumieć jak świat wedle swych zasad kroczy
Aby w nim nie zginąć w tłumie, lub ze łzami
Widzę tylko okropieństwo, co nie tak jest z nami?

 

Odczuwam wrażenie że niewiedza jest zbawieniem
Bo im więcej wiem, tym więcej nie wiem
I z większą troską patrze w moją przyszłość
A całym sercem chciałbym spojrzeć jak kiedyś...

 

Jakże pięknie było móc patrzeć oczami dziecka
Na świat gdy nie gasneła nam niewinności świeczka
Bo teraz gdy moje oczy tak wiele widziały
Ciężko jest by usta szczerze się śmiały

 

Teraz wiem, że to wszystko jest z tyłu w oddali
A piękno i szczęście zbudować trzeba własnymi siłami
Już żadna pokusa mnie nie zamroczy
Bo naszedł czas by przejrzeć na oczy

Zły dotyk

Zły dotyk twój 

Wzburzył niepokój 

Zabić mnie chciałeś

Czemu mnie zmuszałeś?

 

Płakałam po nocach

Brakowała siły na śmiech

Mimo to się uśmiechałam

Powoli, powolutku usychałam

Nie wiem czemu się zakochałam

 

 

Ty nie znałeś miłości 

Nikt nie okazywał Tobie czułości 

Byłeś niczym trucizna

Pozostała krwawiąca blizna

 

JESIEŃ

Jesień życia szybko przychodzi

tym prędzej nastaje,

im lato szybciej przemija

i skoro dojrzewa czas wina

 

Wspominasz miłe chwile,

masz w oczach spotkanych ludzi

I wrogom łatwiej przebaczasz

- czas goi rany, zaciera trudy...

 

Pożółkłe liście pamięci

spadają szybciej i więcej

I już ich zebrać nie zdołasz-

polecasz je Bożej opiece

 

A Pan Bóg swymi anioły

mocniej i mocniej cię strzeże,

bo słabym już teraz ptakiem

słabym stworzeniem jesteś

 

I wiesz już w duszy na pewno

i w sercu musisz zawołać

że może kolejnej jesieni

doczekać, niestety

nie zdołasz...

 

Lecz nie bój się jesieni

i żadnej pory rocznej

czyż nie oczekujemy

nowego życia

wiosny?

Poczuć Szczęście Raz Jeszcze

No i powiedz serduszko, co tam u Ciebie?
Czy na Twoje złamanie spadło olśnienie?
A może jakaś cudowna odnowa - zbawienie?
A może nadal czujesz raniące złamanie?

 

Chcę poczuć szczęście raz jeszcze
Zatrzymać jesienne deszcze
Wrogości w sobie nie mieszcze
Na słowo "zaufać" - dreszcze

 

No i powiedz serduszko, jak się czujesz?
Czy przez to złamanie się psujesz?
A może poprostu bez sensu cudujesz?
A może blizna nadal rośnie?

 

Chcę poczuć szczęście raz jeszcze
Bez blizny chodzić po mieście
I to życie poczuć wreszcie
Oczyścić się i serce - nareszcie

 

Słońce nad mój dom przynosi świt
Przeżyć upadek to żaden wstyd
Muszę w sobie przełączyć tryb
I poprawić swój własny byt
Często traktuję to jak mit
Często czuję się jak nikt
Czas wstać i wreszcie żyć
Ale złamanie mam przez całe ciało...

 


Chcę poczuć szczęście raz jeszcze
Zatrzymać jesienne deszcze
Wrogości w sobie nie mieszcze
Na słowo "zaufać" - dreszcze

 

No i powiedz serduszko, co tam u Ciebie?

Korzeń

Każde drzewo ma liście, gałęzie
Każdy rodzi się tym listkiem
I żyje w prawdzie, lub w błędzie
Prowadzi życie szukając iskier
Każde drzewo ma początek, koniec
Każdy zapuszcza swoje drzewa
A w pamiętniku na pewnej stronie
Wreszcie w jego korzeń się zmienia

 

Dziś umarł mój dziadek
On był korzeniem mojego drzewa
A Bóg to mój świadek
Że ja też się kiedyś nim stanę

 

Zawsze łzy liści i gałęzi
Rozpacz najbliższych twarzy
A On uciekł tylko z uwięzi
I teraz jak ja piszę, patrzy
Zawsze podsumowanie żywota
Rozpacz jak po bohaterze
Na tacy nieszczera kwota
W którą ani On, ani ja nie uwierzę

 

Dziś umarł mój korzeń
Spruchniały i zatruty
Powód rodzinnych schorzeń
Zimny i zepsuty

 

Ja też z listka przerodzę się
W Korzeń na którym zbuduję rodzinę
Moje gałęzie i listek - Antosię
I wiem, że ja też wreszcie zginę
Ja też będę jak on podsumowany
Korzeń pożegnany przez swe dzieła
Z waszą opinią będę zrównany
Dla mnie będzie już tylko ziemia

 

Drzewo musi przejść swoje faze
Liść, gałąź, korzeń
Dziecko,Rodzić,Dziadek
W tym widzę piękno - a nie zapłakane twarze

 

Więc żegnaj.
Jutro ja będę pożegnany.

Odnowa

Nie wierzę już w żadne Twoje słowa
Jestem zmęczony, zniszczona moja głowa
Nie słucham, choć piękna Twoja mowa
Zmieniam kalendarz, mija doba
Wstanę, zacznę wszystko od nowa

 

Ile dni i nocy przepłakałem już nawet nie liczę
Musiałem je przeżyć, by wstać od nowa odnowiony
Miewałem widoki jak wszyscy kładziecie mi znicze
Lecz nie na porażce i upadku mój świat stworzony
Gdy wróciłem z piekła, podróż po piekle się zaczęła
Zgubiony byłem we wszystkim co mnie otaczało
Przykrość po przykrości, depresja nastąpiła
Nadszedł czas gdzie moją miłość sprzedawano
Oddałem i rzuciłem dla niej wszystko co miałem
Oddałem i rzuciłem wszystko co mieć chciałem
Lecz i mnie ktoś oddał.

 

Nie wierzę już w żadne Twoje słowa
Jestem zmęczony, zniszczona moja głowa
Nie słucham, choć piekna Twoja mowa
Zmieniam kalendarz, mineła kolejna doba
Wstanę, zacznę wszystko od nowa

 

Próbowałem wstać i uśmiechać się wciąż walcząc
Odczuwałem to w każdej próbie, w każdej minucie
Zabrakło mi kogoś kto był dla mnie moją tarczą
W sercu, w duszy, i we mnie nastąpiło zepsucie
Nie poddałem się - tonący brzytwy się chwyta
Modliłem się żeby ten koszmar się skończył
Gdy Ciebie dzień żegna - mnie noc wita !
Za plecami ktoś z tronu miłosci mnie strącił
Czym na to wszystko sobie zasłużyłem?
Dlaczego dla Ciebie wszystko zburzyłem?
Teraz i ja zostałem zburzony.

 

Więc wstań i zacznij od nowa!
Niech zacznie się Twoja Odnowa!
Niech życie nabierze Trochę zdrowia!
Odnajdź siebie w czynach, nie w słowach!

 

Powstań jak Feniks z popiołu!
Nie doprowadzaj się do rozbioru!
Bądź od nowa, na zawsze w zdrowiu!
Walcz, nim upadniesz do grobu

 

Lecz nikt za Ciebie nie wygra tej walki!
Walcz skoro jesteś wrzucony do klatki!
Bierz siebie i swoje ostatnie ostatki!
Niech rozpocznie się Odnowa.

A kiedy odejdę...

 

A kiedy odejdę...

Nie mów, że będziesz szlochać.

Ja przecież nie zniknę,

wyłączę tylko internet.

Łączy nas ocean poezji,

kilka garści nadziei

i mnóstwo czasu spędzonego

wspólnie przed laptopem.

 

Nie mów, że była to miłość.

Miłość to przytulenie, spacer,

nawet gdy deszcz pada...

Przyjaźń to wsparcie ramieniem,

gdy życie w kość daje.

 

Zobacz! Nie ma mnie na fejsie...

 

A jednak istnieję!

 

 

Oskar Wizard

 

 

Wczorajsi poeci.

 

nie piszą już nowych wierszy

minęły ich wzloty i upadki

zgasł sen o wielkości

utwory przykryły nowe dzieła

ani lepsze

ani gorsze

i kurz

 

ciekawe

czy wiedząc to co teraz

poświęciliby tysiące godzin

poszukując Weny

zamiast po prostu żyć

bo życie jest zbyt krótkie

 

a może

przeczytali własne dzieła

te o szczęściu oraz miłości

oraz ławeczce w parku

czekającej na zakochanych

i wreszcie

odnaleźli to

w rzeczywistości

 

tego już się nie dowiemy

 

bo to trzeba sprawdzić

samemu

 

 

Oskar Wizard

 

 

Niepełnosprawni II. Oczami dziecka.*

 

Przychodzisz na świat

pełen nadziei.

Rodzice bywają różni,

najczęściej kochają.

W miarę upływu lat

coś złego się dzieje.

Czujesz, że należysz do tych,

którzy od grupy odstają.

 

Nie pomoże nauczyciel,

zajęty podstawą programową.

Nie licz też na pomoc

złotoustego księdza.

Jeśli nawet dostaniesz rentę,

to kiedyś ci zabiorą.

Czeka cię strach, ból

i pewnie nędza?

 

Zamglony umysł

świata w pełni nie ogarnie.

80% ojców

porzuca taką rodzinę.

Od silnych leków

zatrucie czasem dopadnie...

Kupowanych

za matki udręczonej

krwawicę.

 

Módl się za rodziców,

będziesz żyć tyle

co oni.

To ich największy lęk,

nikt później

ci nie pomoże.

Czekają najprostsze prace,

dopóki szef cię nie przegoni.

Komu potrzebne takie życie

Panie Boże?

 

 

Oskar Wizard

 

 

*- jeden z pozostałych 20%

 

 

Poświątecznie.

 

Już widzę jak Święta

drani w anioły pozmieniały...

Pobożni politycy

są grzeczni

i wszystkich kochają...

Nam tymczasem

poświąteczne porządki

pozostały...

Nabite smacznościami lodówki

w szwach pękają...

 

To dobrze,

gdyż na miesiąc

jest zapas jedzenia.

Jak zawsze

była przesada

z zakupami.

Nasłuchuję,

czy moja dusza

w lepszą się zmienia?

Czy będą

lepsze relacje

między nami?

 

Jedno jest pewne,

czeka odkurzacz i zmywarka...

Wrzucę w nie również

nierealne marzenia.

Mojej cierpliwości

przebrała się miarka.

Z pragnień zostawię to,

co jest do spełnienia.

 

 

Oskar Wizard