Poezje Egzystencjalne

Umieram

Kiedyś nieoficjalnie za kurtyną tego śmiesznego teatru
Teraz tak jak należy - z datą na nagrobku.
Oczywiście wyryją ją beznamiętnie
Przechodnie lekko spuszczą głowę
Zauważy ją jedynie jesienny liść spadający beztrosko.

Optymizm?
Kiedyś - prawdziwy, jak uśmiech noworodka
Teraz – stwierdzam totalny brak
Oczywiście jest. Jak filozoficzny byt
gdzieś tam w nieokreślonej jakby czasoprzestrzeni.

Do zobaczenia?
Tylko gdzie? W którym miejscu na drabinie eschatologicznych mieszkań?
Na high-stairs chyba nie mam szans.

Cóż – bez rymów, ale szczerze
Takie moje osobiste pożegnanie z tym światem.

Umarłem
Martwo leżąc między świecami chyba słyszę
Dolatujące cienkim głosem Pan z wami!
I z duchem Twoim, proszę księdza!
Jak chyba usłyszałem tak chyba odpowiadam.

Znowu słyszę: Niech Aniołowie zawiodą cię do raju
Zawiodą? Nie-zawiodą? – pytam.
Spojrzą na kartę dokładnie wypełnioną i rzekną:
Proszę wejść – to tu.
Albo: nie znamy się.

Chóry Anielskie niechaj cię podejmą, niech podejmą.
W końcu muzykę kochałem, może tam
Znajdzie się dla mnie miejsce między
śpiewakiem – mordercą, harfiarzem przestępcą?
Następuje przesłuchanie. Proszę gamę w dół, w górę…
Czekam na decyzję.

I z Chrystusem zmartwychwstałym miej radość wieczną!
Miej!
Tak się modlą nade mną – beztrosko odpoczywającym

Czas bym ja coś powiedział Bogu:
Módl się Boże, byś był najpierw miłosierny, później sprawiedliwy.

Motyl
Progi
 

Komentarze 1

anuszka_anula w sobota, 15, lipiec 2017 16:57

Jestem pod ogromnym wrażeniem. Proszę o więcej

Jestem pod ogromnym wrażeniem. Proszę o więcej
Gość
sobota, 23, wrzesień 2017