Poezje o miejscu

PRZEDWIOŚNIE

Białe chmury jak kochankowie

wtulone są mocno w siebie

niebo przemówiło pierwszymi błyskawicami

oczy radują się niebieskimi turkusami

w ciszy śniegi ducha wyzionęły

skruszone lody w rzece utonęły

ziemia po kolana jeszcze w błocie brodzi

słońce leniwie zza mgły wschodzi

wpada w kałuże mleczne i szare

czarne jak węgiel i rudawe

osusza je jasnożółtymi ustami 

i coraz cieplejszymi promieniami

już przyrody serce zielenieje

rychłe przyjście wiosny anonsuje

 

Kazimierz Surzyn 

 

 

 

 0 komentarze
0 komentarze

ŚWIATŁO PRAWDY

Wyrwany z mroku

widzę maleńkie światło

Wątłe jeszcze i słabe

Bardzo odległe

Światło to istnieje naprawdę

Taka malutka iskra 

Nadziei na przyszłość

Światło choć małe pulsuje

Serce mu jak dzwon bije

Ile trzeba odwagi aby pójść

I do celu dojść

Ale warto iść

By usłyszeć najpiękniejszą prawdę 

Bo trudno dziś o prawdę

 

Kazimierz Surzyn

 0 komentarze
0 komentarze

PLANETA WSPANIALI LUDZIE

Alarm dla naszej planety trwa

olbrzymim tętnem narasta

piorunem trwogi bije

za pięć dwunasta

czas poprawić Planetę Ludzie

czas pokazać że potrafimy

zmienić wszystko na lepsze

wznieść się ponad podziałami

Planetę nową utworzymy

i damy nazwę tej planecie

Wspaniali Ludzie

 

Kazimierz Surzyn

 0 komentarze
0 komentarze

To bez znaczenia

 

To bez znaczenia,

czy jutro

będę się poezją

zajmować.

To tylko

niewielki dodatek

do życia.

Czy będę nowe natchnienia

w internecie znajdywać?

Jest wiele innych celów

do zdobycia.

 

To bez znaczenia,

jak wielki jest mój

byt wirtualny.

On niczym mi w życiu

przecież

nie pomoże.

Wnosek sam się nasuwa,

dość banalny...

O przyszłość jestem spokojny,

więc się nie trwożę.

 

Ważna jest rodzina,

garstka przyjaciół

i moje fascynacje.

Najpiękniejsze z nich

mają uśmiech kobiecy.

Wspólne poranki,

spotkania,

urocze kolacje...

Lubię patrzeć

w twoje oczy

przy blasku świecy.

 

 

Oskar Wizard

 

 

 0 komentarze
0 komentarze

OŁTARZ MIŁOŚCI

Czytając dzieła Pawlikowskiej - Jasnorzewskiej

nie mogłem się skupić. I do początku ciągle

wracałem. Myśli wciąż nowe. wirowały w głowie.

W sercu. i po pokoju jak gwiazdy po niebie.

 

Gdy weszłaś tańczyły cztery ściany. Sufit

z białości płonął. Żyrandol balował 

po orbicie. W oknach gotowały się szyby.

Moja dusza gdzieś była daleko. Ciała wcale

nie czułem. Egoizm dogorywał na piaszczystych 

wydmach. Na wodach dalekich oceanów. Samowystarczalni.

Choć z wadami jak każdy. Bez słów : kiedy wreszcie.

Czy w ogóle kiedyś. Dopóki. Jeśli. O ile. Natychmiast.

Teraz. Patrzyłem na twoje kontury.

jak malarz w swój obraz natury.

 

Dusza i ciało z siłą wróciły. Ciało odtąd stało

się tobą i mną nierozerwalne. A dusza była

taka leciutka. Jakbym obejmował rozhuśtaną

wichrem brzozę. Jakbym połykał ptasie mleczko

a podniebienie prosiło o więcej. Jak gdybym

spijał miód z powierzchni kwiatów.

Mapa doświadczeń. Kaskady płomieni.

Oddech konwalii. W źrenicach zatracenie.

Usta głodne syte znowu głodne. Ostateczne wypełnienie.

Twarze stopione płomieniem świecy. Na ołtarzu miłości

złożonym z nas dwojga.

 

Kazimierz Surzyn  

 

 

 

 0 komentarze
0 komentarze