Poezje o życiu

Czyżby przyszłość ?

Przechodzimy sami siebie
W oczekiwaniu na nowe dostatki
Chcemy ciągle opływać
W należne nam światła i blaski

Codziennie budząc się nad ranem
Łakniemy szczęścia miodu
Który opływać nas powinien
Od góry i od spodu

Marzymy z twarzami
wzniesionymi ku górze
By osiąść na stałe
Na celebryckiej chmurze

A kto nas strącić
Chcieć będzie
Pod pręgierz go i skazać
W stosownym urzędzie !!!

Kto by rękę na nas
Podnieść zdołał
Odciąć mu ją
I niech "pomocy" woła !!!

Nie będziemy się oglądać
Na to gorsze plemię !!!
Nie ubrudzimy naszych marzeń
O ich marne brzemię !!!

A jeśli nogę ktoś podstawić zechce,
Do kotła go i niech sczeźnie.
Niech mu ostatnie zęby wypadną,
Niech mu same siwce na głowie zostaną
I niech ze zgryzoty paznokcie do krwi wbija
I niech mu każdy na dzień dobry da w ry...a.

Takie plemię rządzić na tym świecie będzie
Cygara, whisky i wille z basenami wszędzie !!!
A gdy ktoś do naszego ogródka będzie chciał wkroczyć,
Prądem go i na kopach niech czym prędzej wychodzi !!!

Każdy we własnym "ja...", "mnie..." otoczony,
Tylko do czego doprowadzi nas to,
Gdy na całość pójdziemy w te strony...
  0 komentarze
0 komentarze

Pośpiech

Późno już bo po północy,
Zastanawia mnie fakt
mego życia w nocy...

Czemu nie śpię ???
Jak długo tak żyć będę
I kiedy wreszcie się
Porządnie zdrzemnę ???

Wtem spoglądam na zegarek,
Tam godzina niemożliwa,
Pewnie spieszy się zasraniec,
Ta noc nie jest sprawiedliwa !!!

Muszę się jej przeciwstawić,
Jeszcze pracy mam tak wiele,
aż mam dreszcze na swym ciele !!!

Kurczę, chwila - zaraz ranek,
patrzę w okna - jeszcze ciemno
i księżyca lśni kaganek,
Przecież zdążę, przecież muszę,
Jak się wezmę - kopię skruszę !!!

Oby zdążyć przed słoneczkiem,
Które światłość swą rozpali,
Cóż że krew mi zagotuje,
Gdy robota się zawali !!!
  0 komentarze
0 komentarze

Nasz koniec

Na zapleczu przed światem schowani
Aby wzrok ludzki nikogo nie zganił
Uciekając przed własną przestrzenią
Chowamy się w ciemności ze swoją nadzieją

I ukrywając się w szarości dni kolejnych
Nie widzimy swych marzeń jak dni sennych  
Nie widzimy nic po za swoją marą
Osądzamy się i skazujemy,
a każdy dzień jest dla nas bolesną karą

I ta wielka niewiadoma dni kolejnych
Co przyniesie rano gdy wszystkie szare dusze znów wstaną
Gdzie się ukryć, o czym myśleć by żadna z nich nie odgadła
Co w naszych głowach się tli i by nic nam nie skradła

Chowamy się pod grubą warstwą swojego jestestwa
Pozbawiamy się na wzajem chęci życia i odrobiny szaleństwa
I umrzemy jak umieramy każdego dnia sami
Słysząc tylko na wskroś przenikliwe jęki i przekleństwa

Pochowani nie pod ziemią głęboko
Lecz między magazynów życia regały
Pozostajemy do końca w dłoniach śmierci na wskroś wykrzywieni
A czarne Anioły w swych trąb brzmieniu
Zagrają nam marsz śmierci w odwiecznym życia milczeniu

I próżno nam szukać własnej duszy pocieszenia
I musimy zapomnieć o sobie i naszych istnieniach
I przeraźliwie szukając wyimaginowanej radości
Usłyszymy ciszę agonii w na wieki trwających rzężeniach.
  1 komentarze
Ostatni komentarz do tego wpisu
marmur
Mioto śmierć to początek życia . https://www.youtube.com/watch?v=jaFuqc0A0Og... przeczytaj więcej
środa, 17 luty 2021 20:22
1 komentarze

Życie

Na zielonym liściu rozhuśtani
Na bajkowej stronie malowani
Na życiowym wulkanie radości
Na baśniowej puencie mądrości

Pośród pączkujących kwiatów wiecznej radości
Zasypywani płatkami na naszej ścieżce mądrości
A nasza mądrość codziennie i w każdej chwili
Rośnie i wychodzi z grządek rozsądku byśmy byli mili

I bujając w obłokach marzeń jakże nieprzyziemnych
spadamy co jakiś czas na obłoki marzeń sennych
I budząc się i rwąc się do życia codziennie
piszemy historię swego życia niezmiennie

Tak namalowani i naładowani pozytywnie
idziemy do swych zajęć codziennie i nagminnie
I nie patrząc za siebie ani wokół wcale
Podążamy do swych domów gdzie problemy są niewiarygodnie małe

Tylko czasem podążając naszą rajską drogą
Słyszymy nikłe szepty przepełnione jakże obcą nam trwogą
Więc zagłuszamy te obco brzmiące jęki
By nie zejść z tego bajecznego szlaku
I nie dotknąć obcej nam udręki.

Na zielonym liściu uwięzieni
Na bajkowej stronie udręczeni
Na życiowym wulkanie samotności
Kończymy na baśniowej puencie nicości.
  0 komentarze
0 komentarze

Dzień jak każdy

Otworzyłem oczy, żyje, nie wiem poco...
poco znowu otworzyłem oczy...,
Telefony milczą, spoglądam na zegarek - jedenasta,
miałem wstać wcześniej,
ale zasnąłem ok piątej...- jak co dzień...
Może nikt nie zadzwoni,
i nikt nic nie będzie chciał,
Wypiję kawę, może to coś zmieni,
potem się umyje bo tak trzeba...
Jeść mi się nie chce,
jadłem przed zaśnięciem.
Biorę telefon do ręki - pasjans...
zabić czas, przynajmniej tutaj może się uda...
złudna radość w grach.

Nie nadaje się do niczego,
Świat jest lepszy beze mnie,
Ludzie chodzą, żyją,
nie jestem już im potrzebny,
Jestem bo jestem i tyle...
Od dziewięciu lat...,

Wszystko przychodzi z coraz większym trudem,
nie czuję się już człowiekiem
w pełni sił otwartym na świat jak było to kiedyś.
Czuje się jakbym był pomarszczonym żywym trupem
u podnóża ostrej skały piętrzącej się do gwiazd.

Popołudnie, czas wyjść,
czekają na mnie jakieś nie załatwione sprawy
zakładam buty, kurtkę
i nie dbam o wygląd jak przed kilkoma laty

Zima, śnieg, ludzie cieszą się jakby było z czego
przecież jest mokro i zimny wiatr.
Podziwiam ich wynurzające się postaci z szarego dnia.
Ciągną sanki, idą stanowczo, zawsze do przodu
i znikają w siwej mgle zmęczonego dnia,
zmęczonego tak jak ja...

Wieczór, już nikt nie pracuje,
nie będzie nikt nic już chciał.
Wszystko dookoła umrze,
jeszcze tylko kilka chwil...
Umrą pełne chodniki ludzkich stóp,
ucichną tramwaje i pracujące silniki,
zapadnie tylko pisk i krzyk ciszy,
by ludzie mogli spać

Włączam telewizor, niech coś gra,
niech ktoś coś mówi do mnie, ale beze mnie,
żebym nie był potrzebny,
żebym mógł odhaczyć kolejny dzień.
Dzień ze mną, ale beze mnie bo mnie już tu nie ma
przeminąłem jak szybki zimowy wiatr.

A jutro może nie wstanę
Może nie będzie kolejnego dnia
i kolejnej pustki po nieprzespanej nocy
i braku chęci do życia
i jego niespełnionej mocy
po kończących się jakże ponurych i gorzkich snach.

Z tą nadzieją czekam do piątej,
kiedy zacznie budzić się świat,
żeby w ponurym szarym obrazie snów
utopić się bez ograniczeń i żadnych ram,
żeby zapomnieć o wszystkim i być wolnym
jak tylko wolnym można być.
Wszystko mi jedno czy się obudzę,
bo nie chcę już w tym szarym świecie
zupełnie i niepotrzebnie tkwić.
  0 komentarze
0 komentarze