Poezje o przyjaźni

Pożegnanie...

Pewnie już czujesz,
Już wiesz moja droga,
że odchodzę choć wiem,
że przede mną piętrzy się
samotności trwoga.

I boję się tak bardzo, tak bardzo boli serce,
Tak drżą mi obolałe i bez życia zimne ręce,
Że pisząc te słowa mylę poszczególne litery
I nie znajduję słów, gdy w myślach
brzmią jedynie obce mi szmery.

Nie potrafię wyrazić jak trudno mi odejść,
Jak będę tęsknić każdego dnia i o każdej porze,
Jak będę cierpieć otwierając rano oczy,
wiedząc, że już Cię nie spotkam na swej wyboistej drodze.

Każdego dnia rano budziłem się dla Ciebie,
Ubierałem się i myłem by czym prędzej być w samochodzie,
Czym prędzej pokonywać kolejne kilometry,
By wyjść Tobie na przeciw,
By dzieliły nas jedynie pojedyncze metry.

Każdego dnia nie mogąc się nasycić Twym widokiem,
wyjeżdżałem ostatni uciekając przed światem otoczony mrokiem.
Nie chciałem by dzień w którym Cię widziałem się kończył,
Łudząc się nadzieją, że jeszcze do mnie wrócisz,
że napiszesz, lub zadzwonisz
i że o mnie przed zamknięciem powiek nie zapomnisz.

Nie wiem co przyniesie kolejny ranek,
Skąd wezmę siłę, by wstać i rozpalić mego życia kaganek,
Tak podobno niezbędny przecież do trwania przy życiu,
a jednocześnie bardzo obojętny nicością w swym okryciu.

Umieram i ginę bez Ciebie powoli,
Czuję jak kończy się wszystko wbrew mojej woli,
Szarpię się w pajęczynie miłości do Ciebie,
Nie wiem co mam zrobić bo nie odnajduję już siebie.
  1 komentarze
Ostatni komentarz do tego wpisu
marmur
Tęsknota i strata to bardzo mocne uczucia . Czas jednak daje odpowiedź na wszystkie pytania , Ale trzeba dać czasowi czas . Pozdra... przeczytaj więcej
środa, 17 luty 2021 19:54
1 komentarze

Do Przyjaciela

Witaj mój przyjacielu - odchodzę
i nie wiem co będzie dalej.
Zabieram ze sobą dni szczęścia
do których tylko Ty posiadasz sekretne zaklęcia.

Boję się że nigdy już się nie spotkamy,
Boję się ze przyjaźń nasza, tak wzniosła
Opadnie jak z drzew dojrzałe kasztany
I że już nigdy nie popatrzymy sobie w oczy
I boję się bezwzględności czasu,
który nieubłaganie w moją stronę kroczy.

Boje się, że kolejne dni zamroczą nasze umysły,
że w gonitwie za życiem zapomnimy czym żyliśmy.
Ja żyłem miłością do Ciebie od wielu lat,
Pragnąłem tej miłości tak bardzo, że wartość utracił świat.

A gdy byłeś obok,
Świat mój był otulony blaskiem,
Gdy nie miałem już nadziei
i wszystko runęło nie raz z trzaskiem,
Ja odczuwałem ciepło,
Nawet gdy wszystko się waliło,
Bo wyciągałeś mnie z bagna mego życia
W którym bez Twych rad wszystko gniło.

Pisząc, płacze...
Tak bardzo nie chcę odejść,
Tak bardzo nie chcę pozwolić,
aby życiu dać się ponieść,
Tak bardzo za Tobą tęsknie
i nie chce się oswobodzić.

Co mam zrobić - gdzie będziesz,
Gdzie Cię szukać, gdy znów mi skrępują ręce,
Jak zawołać, gdzie krzyczeć,
gdy krew zaleje skronie,
Gdzie wypatrywać i jak słuchać
z której strony się odezwiesz,
Jak bardzo będę cierpieć,
gdy już odejdziesz...

Proszę nie pamiętaj mi niczego,
co chciałbym wyrzucić ze swej pamięci
I zapomnij o wszystkim,
Co było między nami złego,
Pamiętaj o mnie na każdym kroku i wszędzie,
Bo pragnę żyć w Tobie, a żyć będę wiecznie
I choć w łzach żalu do końca się zatracę
Będę żyć nadzieją, że gdzieś jesteś
i jeszcze kiedyś Cię zobaczę.

A w duszy zawsze razem,
Na życia ławeczce,
Trzymając się za ręce
i patrząc w jedną stronę,
Wiedz, że oddałem Ci
moje całe skołatane serce.
  1 komentarze
Ostatni komentarz do tego wpisu
marmur
Szczere i piękne wyznanie sercem pisane .
środa, 17 luty 2021 19:59
1 komentarze

o kurcze, trzyma ding dong - kciukiem zwały

Dawid trzyma się za mały
mały myszki mika
ale się; zuchwały
 
Dawid „Dejf” Motyka
  0 komentarze
0 komentarze

Urodzonym

życie to wyżej, i ciągle brało
wiecznie ostentacyjnie, w korki w pożerki
 
życie to chamidło w picie
nie doznaje trupa
oh życie!
 
ideologia w pantoflarzach
zatrważa betoniarza
 
a łańcuch sypie się z wredna
oh okna z ciekna
 
Dodam Ci uśmiech ulotnie
Gdy wrócę podmoknie
 
udam się w lekarza
całkiem otwarty na winę stragarza
 
ale jam widział rzeczy
nic nie do rzeczy
wlazł i puścił się jak suknie
 
aż pąki witały w Bielunie, co Bundeslidze
 
Trzy tysięcy razy sto
po co.
w nico..
 
mama mi ciągle powtarzała
idzie dziś kara, zabrała
i Kraina cała zadrżała zdębiała
Urodziła, to i Ratowała
 
Dawid „Dejf” Motyka
  0 komentarze
0 komentarze

har - Mi - der!

dwudziestu pisarzy doglądała w racuchy posypały

stu dygnitarzy studzić chce

i piętnastu słabeuszy nie w brzuszy zasysanych wzgórzem

choć co uszy z kuszy w pudło wkładać papirusem

 

Louis a on uczy w kameleonem widmo oświecić w delfino, tak świątecznie, pożytecznie "de Funès " pozwalać płyń po przytulić się

 

i tak się rodzi gwóźdź rodzeństwu poukładanemu w harmonijki do cyrkla w cierpcu

boleć bolec za w nic, więc puść Armagedonu kosmosy, w chruść

 

gwóźdź do Kuty koń trojański a abstynent dopływa do w czaszki w czekoladach ni brązowemu ale twemu oleju rzeczowemu - pikł w rozsypanym po orzechu serum do bez grzechów

 

mi w złocie wyśnię szerszenia z ust wyciągniesz, i w stawach chrupkich co w ustawach w swym gońcu pociągniesz

zakrapianemu w słońce, puścisz w zgliszcz, i ani rusz! Moi Mistrzem!! Wróć!!! Afrodyzjakiem orientalnie coś ze smakiem

 

Dawid „Dejf” Motyka

  0 komentarze
0 komentarze